RT @magda_razem: Gdyby ktoś miał okazję usłyszeć na żywo Orkiestrę Reprezentacyjną Sił Powietrznych pod dow. mjr. Pawła Joksa, to się nie wahać. W Italii jak zagrali w Ankonie to ludzie na balkony powychodzili, oficjalne delegacje podrygiwały, a na koniec wszyscy płakali ze wzruszenia @Tash_Witk . 21 Jul 2022 Gdyby mu zagrali Podskoczyłby jeszcze! Stoi sobie płot, Robol pizga w młot! (joooł) W łeb włazi mi grot, Adrian miauczy jak kot! (miaauu!) W Polsce jest dobrze, nie wyjeżdżajcie, Do Musujących Zatok wracajcie! W polskie publiczne kible srajcie! Za pomoc w piosence koledze dziękujemy, Naszą ojczyznę dzisiaj promujemy! Edytuj tekst Chcesz mnie wesprzeć i motywować do robienia dalszych shortów? Zapraszam:https://tipply.pl/u/skate133 #shorts gdyby mu zagrali podskoczyłby jeszcze bo w tym Maćku taka dusza gdy zagrają to się rusza" Widocznie dusze lubią muzykę. pozdrawiam. najdusia 2016-04-28. Tłumaczenia w kontekście hasła "gdyby udało mu" z polskiego na angielski od Reverso Context: Gdyby udało mu się zdobyć dla nas punkt, znów bylibyśmy mistrzami. Gdybam, gdyby to nie było na niby. Gdybam, gdyby to nie było na niby. Gdyby, gdyby to nie było na niby (A teraz!) [Zwrotka 1: Magik] Gdyby świat cały obrósł w niebieskie migdały. Gdyby . Dla Schetyny głównym rywalem jest Petru, dla Petru – Schetyna. Obaj zwarli się w niby śmiertelnym, a faktycznie tragikomicznym uścisku – jak gombrowiczowscy Miętus z Syfonem. Upupieni – z czego chyba nie zdają sobie sprawy – przez PiS, zajmują się sobą i swoją maleńką rywalizacją. Taki pojedynek na miny podrzędnych graczy byłby do przełknięcia. Ale staje ością w gardle, gdy jest udziałem partyjnych liderów. O tym jest ten tekst. O niedojrzałości opozycji. Kiedy Ryszard Petru po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim dostrzegł światełko w tunelu, kpinom nie było końca. Oto królik zahipnotyzowany przez kobrę – ogłosili internauci. Tymczasem szef Nowoczesnej po prostu kurczowo trzymał się sondażowego słupka. Bo z partyjnych badań wyszło mu, że wyborcy oczekują konstruktywnych rozwiązań i – co najważniejsze - że musi się odróżnić od PO. Zatem wszystko jedno jak, byle inaczej. Na dodatek w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Petru z rozbrajającą szczerością przyznał, że „teraz jest walka o przywództwo opozycji. Potem liczy się zwycięstwo nad PiS”. Lider Nowoczesnej chyba nie wie, że – jeśli opozycyjne partie będą sobie nawzajem upuszczać krwi – to drugiego etapu nie będzie. Platforma znalazła się – używając metafory Piera Pasoliniego - „poza Pałacem”. Pałac to symbol miejsca władzy, bo w jego komnatach władza się materializuje, a przy okazji - odrealnia. Politycy stają się Marią Antoniną w Wersalu – tak kompletnie „poza sytuacją”, że mogącą zakrzyknąć do wygłodniałego pospólstwa: „Nie mają chleba? To niech jedzą ciastka!”. Źródło: Newsweek_redakcja_zrodlo zgodaTa strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu. Zakaz publikowania reklam. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy/warunków. Wszystkie materiały są własnością twórców " Kopiowanie i rozpowszechnianie, bez zgody, zabronione. Z pozdrowieniami dla Margaret :) “Umarł Maciek, umarł już leży na desce gdyby mu zagrali podskoczyłby jeszcze” Piosenka biesiadna Jak sobie wyszukałam cały tekst tej przaśnej piosenki, to się nawet nie zdziwiłam, że z pozoru taka niby o tańcach i mazurskiej duszy skocznej, a tak naprawdę jak zawsze chodzi o seks, i na końcu MUSIAŁA być zwrotka o dziurkach i Czytaj dalej Jak kurczaki kupiły sobie rowerek, czyli gdzie jest mój batyskaf “She got the big guns pointed at my heart Bang, bang, shooting like a firing squad Big guns, she blew me away And I went down in flames” Fragment utworu “Big Guns” grupy Skid Row, z albumu “Skid Row”, 1989 Ja może na samym początku nadmienię, że bardzo Państwa przepraszam za długie przerwy i brak nawet głupiej reklamy, ale zarobiona Czytaj dalej Aromat kozy kupię, czyli jak się jeździ na żabie I weź tu, kobieto, wyjdź za Człowieka z Metalu. Zakupy robimy tylko raz w tygodniu, lub rzadziej, więc na stole leży uzupełniana na bieżąco lista zakupów. I dzisiaj przypomniałam sobie, że skończyły się gąbki do mycia naczyń, więc idę dopisać na listę, a tam KTOŚ narysował wielki pentagram. I muszę przepisać całą listę, bo jak ja z czymś takim do Czytaj dalej Jako mąż i nie mąż, czyli o dwóch córkach nosorożca i worku pokutnym w paski “Ale dlaczego JA nie mogę być Administratorem? Ja stąd WSZYSTKO widzę i jestem NAJSZYBKI!” “Laserku, mówi się >najszybszy<” “Pszypszy-rypszy! FOCH!” A Kanionek jeden, miał koziołków osiem… Ale może od początku. Należy więc kategorycznie rozwiać romantyczne złudzenia i zdecydowanie sprostować mity, baśnie, klechdy, podania i wierzenia, tudzież plotki, pogłoski i pomówienia na temat Andrzeja. Długo utrzymywałam Andrzejowe sprawki w tajemnicy, podtrzymując Czytaj dalej Wsiadajcie madonny, czyli karuzela do Szczecina Moje drogie Kółko Oborowe. Oto nadejszła wiekopomna i tak dalej, i wspólnymy siłamy dorobily my się własnego, niepowtarzalnego, jedynego na świecie Forum Obory Kanionka, w skrócie FOK (no co, mnie to akurat bawi). I teraz dwie istotne, albo i cztery, informacje. Pierwsza jest taka, że głównym Adminem Forum został Atos, bo my już na nic nie mamy czasu, a Laser Czytaj dalej Żywym karpiem w pysk bohaterów, czyli o symbolach i problemie z dzióbkiem Więc z tą nieśmiertelnością to jest tak, że skąd ja mam wiedzieć, czyby mi się znudziła, czy nie. Ja optowałam za tym, żebyśmy żyli dłużej, np. pięćset lat. Mogli się więcej nauczyć, zaczynać wszystko kilka razy od nowa (a ja kilkanaście), zwiedzić świat na piechotę, zanurkować w oceanie, dłużej płacić ZUS i podatki, i takie tam. Ale Wy zaraz, że Czytaj dalej Z pozdrowieniami dla Margaret :) “Umarł Maciek, umarł już leży na desce gdyby mu zagrali podskoczyłby jeszcze” Piosenka biesiadna Jak sobie wyszukałam cały tekst tej przaśnej piosenki, to się nawet nie zdziwiłam, że z pozoru taka niby o tańcach i mazurskiej duszy skocznej, a tak naprawdę jak zawsze chodzi o seks, i na końcu MUSIAŁA być zwrotka o dziurkach i co to Maciek z nimi nie robił. Żywot człowieka poczciwego kręci się bowiem wokół chleba, dziurki i igrzysk, a gdybyście się zastanawiali, kto w moich okolicach jest mistrzem ars amandi, to oczywiście, że pan J. Na jaki temat byście nie zagaili rozmowy, i tak na końcu dowiecie się, kogo pan J. i kiedy, a jeśli nieroztropnie nie oddalicie się w te pędy precz, to będziecie nawet wiedzieli JAK. No ale miało być o umarłych, co to lubią sobie podskoczyć jeszcze. Otóż więc żmija z poprzedniego odcinka, martwa jak przepisy ustawy o zakazie przemocy w rodzinie, leżała sobie całkiem spokojnie na trawie, oddawszy swego ducha jakiejś przyszłej ważnej pani z urzędu. Leżała, jak się okazuje, zupełnie bez sensu, bo mogła raz jeszcze zaszaleć i zatańczyć wężyka. Żeby się więc całkiem dobra żmija nie zmarnowała, Gonzales wziął ją w obroty, ale ja Wam o tym od końca opowiadam, a to było tak: Próbując złożyć do kupy moją wierzbową ławkę, gmerałam niemrawo łopatką i machałam młotkiem w ogródku, gdy nagle, kątem ucha złowiłam i mimookiem dostrzegłam rozgrywającą się nieopodal scenę walki niczym z “Kill Bill”. Agresywny i napastliwy czarny wąż rzucał się zaciekle na niewinnego, puszystego kotka. Obydwaj co chwilę wzbijali się w powietrze, przy czym wąż opadał wijąc się w paroksyzmach krwiożerczego szału, puszysty zaś kotek odpierając atak wroga majtającymi w powietrzu białymi, puszystymi łapkami. Natenczas obudziła się we mnie rycząca Walkiria, skrzypnęły prostujące się do biegu kolana, i już byłam w półrozpędzie na ratunek i odsiecz, gdy inny obrazek ze zgrzytem zaciągnął mi ręczny hamulec. Oto małżonek, zmierzający do drewutni po opał, ominął scenę jak z kasowej produkcji Tarantino niezbyt szerokim łukiem, i – nie mrugnąwszy nawet palcem – poszedł dalej. “Zwyrodnialec!” – zawyła dziko Walkiria, już odblokowana i sunąca wartko przez zwały słomianej ściółki, by zatłuc żmiję młotkiem. “Co proszę?” – przystanął zaskoczony małżonek. “No jak co? Jak co?!” – pieniła się Walkiria – “to nie widzisz, że Gamoń tam, że z wężem że?!”. Przez skórę na czole małżonka widziałam, jak kręcą się kółka zębate jego zdezorientowanych myśli, bo ON JUŻ WIEDZIAŁ, ale nie wiedział, że ja jeszcze nie wiem. W końcu kółka się zazębiły, małżonek puknął się w czoło i rzekł tylko, bardzo wyraźnie i powoli: “Ale to jest GAMOŃ, rozumiesz?”. No i ten. Jak podeszłam, to zrozumiałam. Pamiętacie te fajne, oślizgłe i klejące się lekko, czarne pająki ze sklepu “1001 drobiazgów” z czasów PRL-u? Gdy się nimi rzuciło o ścianę, to one po niej schodziły, i z daleka wyglądały całkiem jak żywe. No i podobnie Gonzales ze żmii martwej uczynił animowaną – zahaczał o zewłok pazurem, podrzucał trupka w górę, a trupek opadał w esach-floresach, bo węże już tak mają, że nawet podziurawione i martwe trzymają krój i fason, a gdy opadał, wtedy Gonzales “się bronił”, nierzadko sam wyskakując w górę na spotkanie adwersarza. I naprawdę – z daleka to wyglądało BARDZO przekonująco. No to może wróćmy do ławki, jako i ja wtedy wróciłam. Starożytni mieli różne w dechę powiedzonka, których genezy często nie sposób dociec, ale można przynajmniej próbować. I tak na przykład, zważywszy moje ostatnie doświadczenia, kto mi zabroni ostrożnie założyć, iż autorem maksymy facile dictu, difficile factu, był ogrodnik boskiego Cezara? Przy równie ostrożnym założeniu, iż Gajusz Juliusz zapragnął mieć w ogrodzie żywą ławkę wierzbową. No w każdym bądź razie mi się wydawało, że ta ławka to tak zwane nic prostszego, a okazało się, że nic z tych rzeczy. Witki maczane w wiadrze długo nie mogły się zdecydować, ale ostatecznie puściły korzonki: A rusztowanie pod ławkę zrobiłam takie (z gałęzi wierzbowych, co to je kozy pracowicie całą zimę obdzierały ze smakowitej kory, i których mam jeszcze z pięćdziesiąt razy tyle): No i bardzo byłam z siebie zadowolona, że o proszę – tylko dziesięć minut i jakie piękne rusztowanie, i przystąpiłam do formowania ławki właściwej z tych żywych witek, i wtedy zaczęły się schody. Po pierwsze, te witki wcale nie są tak giętkie i zwinne, jak martwa żmija, i to mi pokrzyżowało szyki już na wstępie. Po drugie, im dłuższa witka, tym grubsza, i tym bardziej nie jak żmija. A te długie zamierzałam wykorzystać na tak kluczowe elementy ławki, jak np. tylna krawędź siedziska, albo fantazyjnie gięte oparcie, no i świetnie by się nadawały, gdyby jednym końcem nie musiały tkwić w ziemi. Może powiem wprost: gruba witka, której ramiona tworzą kąt prosty, to witka złamana. Koniec końców nawbijałam witek w ziemię jak parówek w mięsnego jeża, zużyłam sznurka jak snopowiązałka na pełnym etacie, a efekt przypomina koszmar z ulicy więzów. I podejrzewam, że nawet jeśli wierzba której użyłam nie była z gatunku płaczących, to teraz już jest. Na pocieszenie mam dla Państwa wieczorek z kozami w wersji wideo, oraz taką informację, że przez te Wasze propozycje co do imion koziołków, całkiem mi się poszła czesać wizja nazywania ich od pierwszej litery imienia matki. A zwłaszcza Roman nie chciał się ode mnie odczepić, i PROSZĘ BARDZO. Ta popielata kózka to Roman, córka Ireny. A na filmie wszystko lata i się trzęsie, bo najpierw Andrzej, a potem Kachna i Lucek, ale to się chyba da wywnioskować z uwag komentatora. Się urwało, ale się spostrzegłam i jedziemy dalej: Dziesięć światów… Tymczasem pod południową ścianą domu zakwitły już pokrzywy (a figę! jak słusznie zauważyła Leloop, to nie jest żadna pokrzywa, tylko JASNOTA BIAŁA. Gupi Kanionek.): Czosnek w ogrodzie otrząsnął się z kurzej traumy i umacnia swe pozycje, nawet tam, gdzie wcale nie był wysiany: A melisa wygląda tak: I dosłownie z dnia na dzień wystrzeliły spod ziemi kwiaty mniszka. W poniedziałek termometr obwieścił 20 stopni w cieniu, zwabione zapachem kwiatów pszczoły odlatywały obładowane pomarańczowym pyłkiem, a potem przyszedł Kanionek z nożyczkami i ściął pięćset przewidzianych przepisem główek. Miód z mniszka lekarskiego ma z miodem tyle wspólnego, co pszczoła z młynkiem do kawy – niby i jedno, i drugie brzęczy, ale spróbujcie młynkiem zapylić czereśnie. Jednakowoż mieszkać na łonie natury i NIE ZROBIĆ miodu z mniszka to podobno obciach, więc zrobiłam. I w sumie dobrze, bo już następnego dnia przyszła jesień, deszcz i zawierucha, ocalałe z rzezi kwiaty zwinęły się w smutne trąbki, a pszczoły pewnie musiały napalić w kominku, bo ziąb taki że trutnia nie wypędzisz. No to co? To jeszcze po koziołku, i byle do wiosny! Ciąg dalszy nastąpi. No chyba, że zaginę w lesie podczas poszukiwań czosnku niedźwiedziego (coś ty znowu wymyślił, Kanionek), to wtedy nie nastąpi. PS. Projekt “kwoka” został doprowadzony do końca. Mały wybieg zamknięty. Małe okienko dla kurczaków zrobione. Nawet drabinkę do okienka im małżonek zmajstrował, po której wchodzą kolejno nabożnym krokiem, jak te babulinki po komunię świętą. Buda wymoszczona słomą i siankiem została wtargana na nowe miejsce. I co? I znowu jajko. Jaja w budzie wysiaduje Gonzales, i to bynajmniej nie kurze. Małżonek więc zaczął już lutować jakieś druciki, że niby inkubator zrobimy i sami wyprodukujemy te cholerne kurczaki. Ja tak sobie myślę, że jak już lutownica i druciki i znowu kupa zachodu, to już bardziej by nam się przydał paralizator. Na zmianę byśmy przy budzie siedzieli, i wszystko co się zbliży, a nie jest kurą, CYK! i leży. Jak wstanie i będzie chciało wejść do budy – CYK! i już nie wejdzie. A jak kury nie będą chciały wysiadywać tych jajek, to się jedną CYK!, podrzuci nieprzytomną do budy, i już na jajach leży. Bo w życiu trzeba szukać prostych rozwiązań. Gimnastyka przy muzyceZajęcia odbywają się w budynku Szkoły Podstawowej nr 10, ulica Niepodległości 18, sala ćwiczeń na drugim piętrze, we wtorki i czwartki o godzinie Na zajęciach: ćwiczenia wzmacniające kręgosłup, kształtowanie wszystkich partii mięśni, spalanie tkanki tłuszczowej, ćwiczenia z przyborami… Zaprasza serdecznie, Instruktor Agnieszka Dąbrowska 508 110 567 Umarł Maciek, umarłI leży na desceŻeby mu zagraliPodskoczyłby jeszczeBo w Mazurze taka duszaŻe choć umrze, to się ruszaOj dana-dana-danaDana-danaGrajcie mu się bliżejZagraj mi od uchaWidać, że choć umarłNo muzyki słuchaJeszcze raz otworzy oczyObertasa się podskoczyOj dana-dana-danaDana-danaHej, zagrajcie, skrzypceHej, zagrajcie, basyMaciek się przypomniZłote dobre czasyBo w Mazurze taka duszaŻe choć umrze, to się ruszaOj dana-dana-danaDana-dana(wersja Stanisława Danilewskiego) Idzie Maciuś bez wieśKija ma za pasemWyśpiewuje sobieDanaż moja czasemA kto mi w drogę stanieTego bez łeb kijem zwalęOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana mojaOj, bida nam, bidaBo nasz Maciuś choryJuż nie był w karczmiskuZe śtyry wieczoryOj, ktoż nam kupi piwaOj, ktoż nam cuda śpiewaOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana mojaUmarł Maciek, umarłUmarł, jak psiajuchaDo grobu mu jeszczePotrzebna dziewuchaOj, bo Maciuś chłopak świetnyOj, żal go, że nie wiecznyOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana mojaPołożyli MaćkaNa grobowej desceGdyby mu zagraliPodskoczyłby jeszczeBo w Mazurze taka dusza... ruszaOj, dana moja, danaDana danaOj, dana, moja danaDana moja(chyba pełna wersja) Idzie Maciek, idzie, z bijakiem za pasemSrzyśpiewuje sobie dana, dana czasemA kto mu w drodze stoiTego pałką przez łeb złoiOj da dana, dana, dana, dana daOj biedaż nam bieda, że nasz Maciek choryJuż w karczmisku nie był ze cztery wieczoryOj, któż nam tu zaśpiewaOj, któż nam kupi piwaOj da dana, dana, dana, dana daUmarł Maciek, umarł, już leży na desceGdyby mu zagrali, podskoczyłby jeszcze Bo w Mazurze taka duszaGdy zagrają, to się rusza Oj da dana, dana, dana, dana daUmarł Maciek umarł, już więcej nie wstanieZmówmy zań pobożne wieczne spoczywanieOj, był to chłopak grzecznyOj, szkoda, że nie wiecznyOj da dana, dana, dana, dana daPołożyli Macka na sam środek wioskiZeszli się do niego kmotrzy i kumoszkiJuż nikt mu nie pomożeBo Maciek zmarł niebożeOj da dana, dana, dana, dana da Legenda: inc, incipit - incipit - z braku informacji o tytule pozostaje cytat, fragment tekstu z utworu abc (?) - text poprzedzający (?) jest mało czytelny (przepisywanie ze słuchu) abc ... def - text jest nieczytelny (przepisywanie ze słuchu) abc/def - text przed i po znaku / występuje zamiennie abc (abc) - wyraz lub zwrot wymagający opisu, komentarza (abc) - didaskalia lub głupie komentarze kierownika

gdyby mu zagrali podskoczyłby jeszcze